Miłe złego... zakończenie

Pewien znany polityk wypromował swojego czasu maksymę, że prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy. Chciałoby się rzec: święte słowa.

Za mną niezwykle ciężki sezon Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski. Stał pod znakiem zmagań z wszelkiej maści przeciwnościami. Zmiana samochodu wymagała czasu i pracy na dopasowanie się do niego. Niestety nie szło gładko. Właściwie szło bardzo ciężko. Głównym problemem były awarie techniczne. I to nie drobne. Silników i skrzyń biegów zużytych w tym roku powinno starczyć na kilka sezonów! Nie ustrzegłem się też błędów, co skutkowało dodatkowymi kosztami i nieobecnością na mecie.


Wszystko to musiało przełożyć się na tempo jazdy, dorobek punktowy i frustrującą wręcz pozycję w klasyfikacji generalnej Mistrzostw Polski. Ostatnie lata przyzwyczaiły mnie do wygrywania odcinków specjalnych, całych zawodów, walki o najwyższe trofea, dlatego bardzo trudno było mi zaakceptować taki stan. W mojej głowie kotłowały się różne myśli, włącznie z rozważaniem zakończenia przygody z rajdami samochodowymi.
Mimo zmęczenia i rozczarowania postanowiłem zrobić wszystko, by udowodnić sobie i moim kibicom, że jeszcze potrafię. Okazją do tego miał być kończący sezon 50. Rajd Barbórka Warszawska. Wprawdzie jest to impreza towarzyska, dobry wynik nie wiąże się z punktami do klasyfikacji Mistrzostw Polski, jednak wszystkie zespoły bardzo mobilizują się, by z jak najlepszej strony pokazać się przed liczną publicznością zgromadzoną na odcinkach zlokalizowanych na terenie stolicy.
Choć sezon 2012 zakończyłem z kiepskim wynikiem, do startu w Barbórce stawałem w roli faworyta. W roku 2010 ustanowiłem rekord, wygrywając w nim po raz piąty. To wcale nie pomagało, zwłaszcza że konkurencja bardzo dobrze przygotowała się do zawodów (na starcie stanęło aż 7 samochodów klasy WRC). Moja pozycja startowa była o tyle gorsza, że nie udało się wynająć ulubionego przeze mnie samochodu – Peuegota 307 WRC. Pozostało dozbroić Subaru, którego używałem przez cały sezon, i trenować.
Sam nie wiem, co bardziej uskrzydlało. Czy fakt, że Barbórka jest najlepszą szansą, by zatrzeć kiepskie wrażenie pozostawione po sezonie, czy to, że zupełnie niespodziewanie na udział w rajdzie w moim zespole zgodził się Felix Baumgartner, bodaj najbardziej rozpoznawalny dzisiaj człowiek na świecie. Mój team wykonał gigantyczną pracę przed rajdem i w trakcie rajdu. Podjęliśmy ogromny wysiłek, ale opłaciło się.
Wygrałem 50. Rajd Barbórki Warszawskiej po raz szósty, śrubując dotychczasowy rekord. Felix, mimo ogromnej sławy, okazał się tym samym „Feluniem”, którego gościłem podczas Barbórki w 2005 r. Jego wdzięczność za ponowne zaproszenie i zorganizowanie startu w rajdzie dała mi i członkom mojego zespołu ogromną satysfakcję. Zastanawiamy się, czy nie była to przygoda naszego życia, choć na pewno nie spoczniemy w pracy nad kolejnymi szalonymi projektami.

Drodzy Czytelnicy, nie piszę tych słów, by wylewać żale spowodowane niezbyt udanym sezonem w Mistrzostwach Polski, ani też by chwalić się osiągnięciami. Chciałbym, żebyście w najtrudniejszych chwilach wierzyli, że „po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój”. Z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia oraz Nowego Roku życzę Wam spokoju i odpoczynku oraz byście marzyli odważnie i wierzyli, że się spełni.

Poleć znajomym:

Zamów bezpłatny newsletter:


6 i 7 października w Dolsku odbył się finał oraz uroczyste wręczenie statuetek II edycji projektu Ekspert Flotowy. Zobacz emocje które towarzyszyły temu spotkaniu!

2004-2014 Copyright © Forum Media Polska Sp. z o.o.
O Magazynie | Reklama | Prenumerata | Mapa witryny | Kontakt