Na początku był chaos

"Na początku był chaos&". Ten dobrze znany cytat jest bardzo uniwersalny i dotyczy niemal wszystkiego, co się zaczyna. Początki zwykle są trudne, ale z każdym dniem, miesiącem, rokiem robi się coraz mniej pod górkę, aż wreszcie wyłania się ład i porządek.

Prawidłowość ta jednak nie zawsze ma miejsce. W ostatnich tygodniach do kierowców dotarło wiele zapowiedzi nowelizacji przepisów ruchu drogowego, zewsząd słychać też o kontrowersjach dotyczących przepisów, które niedawno w życie weszły. Chciałbym skupić się na aspektach związanych z pilnowaniem porządku na polskich drogach oraz karaniem tych kierowców, którym przestrzeganie przepisów przychodzi z większym trudem.
Może Polska nie jest krajem o wielkich tradycjach motoryzacyjnych, ale też nie można powiedzieć, że jesteśmy zacofani. Ot, średniak. Dziwi mnie więc, że tak słabo radzimy sobie w kwestii stania na straży bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Zamiast spodziewanej coraz lepszej sytuacji jest chyba coraz gorzej. Na początku był chaos, a my zamiast się go pozbyć, pracujemy nad jego prężnym rozwojem.
Jest przynajmniej kilka rozwiązań, które sprawdziły się w wielu krajach. Przekonują się o tym polscy kierowcy podróżujący za granicę. Okazuje się, że można jeździć przepisowo, a jeśli zdarzy się przesadzić, prawdopodobnie będzie to ostatni raz, kiedy kierowca pozwoli sobie na testowanie skuteczności organów ścigania w danym kraju. Skoro systemy te dobrze działają, dlaczego nie zaszczepiać ich u nas? Czy nasi kierowcy, drogi, samochody są tak wyjątkowe, że żaden ze sprawdzonych pomysłów nie zadziała? Czy to Polska jest tak oryginalna, czy też twórcy przepisów chcą za wszelką cenę zostać Kolumbami? Nie wiem.
Próby odkrycia Ameryki sprawiają, że przeciętny polski kierowca wyruszając w drogę, ma prawo czuć się zaszczutym. Atakuje policja przy pomocy laserówek i wideorejestratorów. Pułapki zastawiają strażnicy miejscy i gminni. Na zbytnio spieszących się czyhają fotoradary. Od niedawna kierowców osobówek mogą zatrzymywać i kontrolować funkcjonariusze Inspekcji Transportu Drogowego. Mało tego, ci ostatni zostali wyposażeni w samochody z wideorejestratorami. Nie muszą zatrzymywać przekraczających przepisy. Dzienny urobek w postaci któtkometrażowych filmów z w naturszczykami w rolach głównych przekazują stosownym działom GITD, które wysyłają uwiecznionym mało oczekiwaną korespondencję. Aparat restrykcji uzupełniają inne służby jak Straż Celna, Straż Graniczna, Żandarmeria Wojskowa. Co jakiś czas uprawnienia poszczególnych wymienionych powyżej służb zmieniają się. Dzieje się to szybciej niż jest w stanie przyjąć percepcja przeciętnego kierowcy.
To, że podróżującym po polskich drogach trudno nadążać za zmianami przepisów, to jedno. Gorzej, że naprędce wprowadzane przepisy są ułomne. Rzecznik Praw Obywatelskich zajął się właśnie sprawą śledzenia i gromadzenia danych o kierowcach przez Inspekcję Transportu Drogowego. Jego zdaniem z powodu braku stosownego rozporządzenia jest to nielegalne. Ponadto nie wiadomo, na jakiej podstawie Inspekcja odmawia udostępniania utrwalonych obrazów. Pojawiło się mnóstwo skarg, zwłaszcza ze strony właścicieli firm posiadających wiele samochodów. Mimo szczerych chęci współpracy bez zdjęcia nie są w stanie wskazać sprawcy. Jak można w takiej sytuacji przewidywać sankcje karne?
Żeby nie było wątpliwości – nie jestem przeciwnikiem walki z kierowcami, którzy za nic mają przepisy ruchu drogowego, bezpieczeństwo własne i innych użytkowników dróg. Wręcz przeciwnie. Zastanawiam się tylko, jak długo najbardziej adekwatnym określeniem systemu panującego w Polsce będzie „dżungla”? I „chaos”. Czy nie stać nas na więcej? Polak nie potrafi?

Poleć znajomym:

Zamów bezpłatny newsletter:


Prezentujemy videorelację z największej i najbardziej opiniotwóczej plenerowej imprezy flotowej w Polsce. Tegoroczny Wielki Test Flotowy okazał się rekordowy praktycznie w każdym wymiarze.

2004-2014 Copyright © Forum Media Polska Sp. z o.o.
O Magazynie | Reklama | Prenumerata | Mapa witryny | Kontakt