Nic się nie stało?

Miało być o piłce nożnej. Ale nie będzie. Pewnie gdyby Polacy awansowali do ćwierćfinału Euro i jakimś cudem stoczyli równy bój z Portugalczykami, to niesiony falą entuzjazmu napisałbym kilka ciepłych słów.

Ale nie awansowali, Euro się kończy, a ja odczuwam straszny żal, że za chwilę zwiną to wszystko w diabły, zapomną o gospodarzach, nasz entuzjazm zostanie błyskawicznie zastąpiony kolejną odsłoną narzekania, szarości i niechęci. Ale może nie będzie tak źle. Dostaliśmy jako naród sporą dawkę energii i optymizmu. Oby szybko nie wyparował.

Dzisiaj chciałbym naskrobać małą reminiscencję na temat tego, co dla niejednego dziennikarza motoryzacyjnego jest solą w tej pracy, choć nie powinno. Chodzi mianowicie o testy samochodów. Pamiętam jak dziś, z jaką atencją odbierałem swój pierwszy w życiu samochód testowy. Czerwony Seat Leon. Wtedy z całym wachlarzem przywilejów i dogodności. Oczywiście z kartą paliwową bez ograniczeń. Jechałem nim do kwadratu przepisowo, a kiedy tuż za Warszawą zaskoczył mnie grad, przerażony zadzwoniłem do mojego ówczesnego naczelnego z pytaniem – co robić? A jak kule gradu wgniotą karoserię?! Nie spałem po nocach, dyskretnie zaglądając przez okno, czy nikt go oby nie ukradł…

Czasy się zmieniają. Moje nawyki na szczęście nie. Podobnie jak wielu moich kolegów po fachu, szczególnie tych starszych stażem. Tych, którzy zawsze oddają samochód umyty i posprzątany. Kiedy ktoś niechcący zarysuje nam samochód na parkingu, z duszą na ramieniu dzwonimy do działów PR, gęsto się tłumacząc. Bo jest nam po prostu głupio.

Zmiany pokoleniowe dotknęły oczywiście także mediów motoryzacyjnych. Jak grzyby po deszczu powstało mnóstwo portali internetowych: mojeautowkolorzerozowym.pl, przestetujekazdeautozkarta.com, ilefabrykadala.com.pl. No i poszłooo…

Niestety, oberwało się wszystkim po równo. Najpierw zaobserwować się dało nieco dłuższe oczekiwanie na samochód testowy. Potem nieco częstsze narzekanie kolegów i koleżanek z działów PR, że auta wracają brudne, poobijane. Na koniec koncerny miały już dość horrendalnych kwot, jakie wydawały na paliwo i w znakomitej większości powiedziały: stop kartom paliwowym. Najmłodsi dalej o nie pytają i nie kryją oburzenia z powodu ich braku.

Na pewnym portalu społecznościowym istnieje podgrupa zrzeszająca kolegów z branży. To ciekawe forum z kilku powodów. Po pierwsze rysuje się na nim klarowny podział na „starą szkołę” i „świeżaków”. Dla tych drugich cel jest jasny – testówki, prezentacje, gadżety. Starsi nieco się tonują, przyświeca im jeszcze jakaś misja. Żeby była jasność – w obu grupach zdarzają się wyjątki. Znam paru młodych kolegów z pasją, znam też kilku „leśnych dziadków” potrafiących zrobić awanturę o brak firmowego gadżetu w materiałach prasowych.

Nie, nie jestem idealny. Czasami połaszę się na ciekawy zagraniczny wyjazd, nieraz chętnie przejadę się dobrym samochodem. Pamiętam jednak zawsze o jednej rzeczy – że te samochody nie są moje, a europejskie, a czasem nawet pozaeuropejskie, wyjazdy na prezentacje to rzeczy naprawdę wyjątkowe. Śpi się w hotelach, na które normalnie nie byłoby stać, widzi się rzeczy, o których nie wiadomo, czy by się zobaczyło, pracując głównie za biurkiem. I za to należy się wdzięczność. Nie bałwochwalstwo, ale wdzięczność dla koncernów i ich chęci jak najlepszego zaprezentowania swojego produktu. A ile razy słyszę narzekanie – że daleko, że hotel nie taki, że jedzenie bez fajerwerków i alkoholu za mało…

Czasami lepiej wziąć się po prostu za robotę. I tutaj zataczamy ładny krąg. Wracając do naszych piłkarzy i sztabu trenerskiego – Panowie, czasami warto wziąć się za robotę. Bo śpiewanie po raz kolejny „Polacy, nic się nie stało” wcale nie jest zabawne. Stało się. Znowu.

Piotr Wielgus
 

Poleć znajomym:

Zamów bezpłatny newsletter:


Prezentujemy zapis z kamer filmowych z wystąpienia Mariusza Gotowicza. Ekspert opowiada o kontroli skarbowej oraz o metodach w jaki sposób się do nich przygotować.

2004-2014 Copyright © Forum Media Polska Sp. z o.o.
O Magazynie | Reklama | Prenumerata | Mapa witryny | Kontakt